RSS
środa, 23 marca 2011

jest dokładnie tak u Murakamiego

O tym, że mimo to do niczego nie mogę dojść. I nie mogąc do niczego dojść, starzeję się. O tym,  że nie umiem już z całego serca pokochać. Że nie czuję już takiego drżenia serca. Że nie wiem, na czym mi zależy. Staram się jak mogę, robiąc swoje, ale to się na nic nie zdaje. Mam wrażenie, że moje ciało jest coraz trwardsze. Że organizm po trochu sztywnieje, twardnieje od środka. Boję się tego. — Haruki Murakami - Tańcz tańcz tańcz

23:18, delikatnienie.net
Link Komentarze (4) »
wtorek, 22 marca 2011

nie chcę, nie chcę otwierać oczu. wystawiam twarz do słońca. nie, nie otwieram oczu. wtedy tylko jasność oślepiająca, zawroty głowy niemożliwe, strach, że wiosna może nie pomóc.

 

chcę tylko wierzyć, że w ten weekend wszystko przez chwilę będzie jak być powinno. wrocław wreszcie przywita nas słońcem a kombajn w poznaniu rozjedzie nas nową płytą. wymachując autostopową tabliczką będziemy się uśmiechać do wszystkich kierowców, nie będziemy myśleć, że kiedyś trzeba będzie wrócić i zmierzyć się z życiem.

12:26, delikatnienie.net
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 marca 2011

zaczynam robić ze swojego życia bagno. na własne zasrane życzenie utopię się w nim już niedługo.

23:19, delikatnienie.net
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 marca 2011

siedzimy w trójkę w ciemnym krakowskim barze w niedzielę o 15. rynek zalany słońcem, przepełniony ludźmi,  masą turystów, wrzeszczących dzieciaków, staruszków chłonących wiosnę. pierwsze naprawdę ciepłe podmuchy wiatru. siedzimy w barze, pijemy piwo, jemy krówki. dwoje z nas w strzępach, jedno z nas szczęśliwsze niż można sobie tylko wyobrazić. wiele moglibyśmy oddać za taką radość w sercu i uśmiech na twarzy. póki co, tylko krówki i kolejne piwa,  żeby nie myśleć o nieodebranych połączeniach, kilometrach, odległościach na mapie, odległościach między myślami.

08:23, delikatnienie.net
Link Komentarze (1) »
sobota, 12 marca 2011

nie jestem w stanie powiedzieć ile razy w ciągu tych dwóch dni zalogowałam się na pocztę, ile razy nerwowo wciskałam klawisz F5. te dwie wiadomości znam już na pamięć, za każym razem, kiedy mój wzrok napotyka na ten zlepek wyrazów, nie wiem, co mam ze sobą zrobić. nie liczyłam, ile razy włączałam telefon, odbierając smsy pod tytułem nieodebrane połączenie po to, by za chwilę znów go wyłączyć.

wiem tylko, że zebrałam się z tamtego mieszkania koło południa, czytając w pociągu żulczyka zastanawiałam się, dlaczego tak bardzo się w tym wszystkim miotam i dlaczego mam wrażenie, że się duszę. mam tę swoją ucieczkę, bez  pożegnania i bez słowa. nie przewidziałam jednak, że ktoś zamierza wszcząć poszukiwania...

19:35, delikatnienie.net
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 marca 2011

ciągle te sekundowe zwarcia, przebicia, wybuchy, elektryczności. poparzam się, sparzam, płonę, spalam i wypalam.

 

16:16, delikatnienie.net
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 marca 2011

myślałam, że to bezustanne wpadanie na gitarzystów jest już  wystarczającą ironią losu. wobec mnie los wykazuje się jednak niezwykle wyrafinowanymi metodami. dwa mieszkania nieopodal dworca, górny śląsk, dolny śląsk, ten sam rocznik, sześć lat z tą samą kobietą, później kryzys i cała masa przypadkowych osób, przypadkowych ciał i niepotrzebnych komplikacji. a potem wpadam na nich ja. i nawet ta cholerna zapadnięta klatka piersiowa! naprawdę? historia powtarzająca się z taką dokładnością byłaby może dość zabawna, gdyby nie była aż tak niepokojąco prawdziwa.

nie wiem stało się idealnym określeniem wszystkich myśli, uczuć i reakcji. ratuje mnie jedynie zaspokojenie koncertowego głodu, przegenialni panowie z the national, którzy naładowali mnie pozytywnie, bonobo w szybie wilson, który na żywo faktycznie ma w sobie coś z jude'a law, ratują mnie ludzie których spotykam, z którymi włóczę się po barach do samego rana, przy których mogę być kim chcę, nie siląc się szczególnie na bycie interesującą. ratuje mnie dawka słońca w mieście k. poza tym wszystkim, poza przebłyskami, chyba nadal nie wszystko jest tak jak być powinno. szczególnie dwa dni w wielkim, zimnym mieszkaniu w mieście, którego szczerze nie cierpię miesza mi w głowie do reszty. sprawia, że znów nie wiem czego chcę, z jednej strony dostając wreszcie tyle czułości, uwagi, zainteresowania i dreszczy na plecach, których -zwłaszcza w takiej dawce - nie było już od tak bardzo bardzo dawna, z drugiej mam ochotę uciekać, nie słyszeć, i nie wiedzieć o pewnych sprawach, nie czuć na sobie pewnych spojrzeń, wrogich spojrzeń.

17:11, delikatnienie.net
Link Dodaj komentarz »