RSS
środa, 19 stycznia 2011

to znów moment, kiedy mam ochotę biec przed siebie najszybciej jak się da, uciekać, nie oglądać się, uciekać albo krzyczeć. zdzierać skórę z dłoni, tłuc głową o beton. zamiast tego siedzę pod kołdrą wpatrując się w ścianę, na której jeszcze nie ma śladów mojej krwi, w tle Mogwai, nie mam siły zabrać się za życie. zabrać się za cokolwiek. Oprócz gapienia się w próżnię znalazłam też nowe zajęcie. Wkurwianie sobą wszystkich dookoła. Z czystego lenistwa robię to w najlepszy możliwy sposób - mam wyjebane. Siedzę pod kołdrą, wpatruję się w przestrzeń. mam wyjebane. Słyszę, że coś muszę, coś powinnam, czegoś nie mogę, źle robię, źle myślę, i w ogóle wszystko co jest ze mną związane to jakiś niesprawny system, który czerwonymi znakami ostrzegawczymi wkurwia otoczenie. To są wasze problemy, naprawdę, sami je sobie tworzycie. Mnie w to nie mieszajcie. Mnie tutaj już nie ma.

10:57, delikatnienie.net
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 17 stycznia 2011

podobno nie sposób wymyślić sobie ludzkiej twarzy. każdą postać, którą sobie wyobrażamy, o której śnimy, musieliśmy gdzieś kiedyś w swoim życiu widzieć wcześniej. w serialu telewizyjnym, w kinie, na przystanku tramwajowym, w supermarkecie. gdzie i kiedy cię widziałam, że nie mogę przestać śnić o tobie ?!

11:08, delikatnienie.net
Link Dodaj komentarz »
sobota, 15 stycznia 2011

błysk flesza. dubstep w tle. w jednej sekundzie jestem, w następnej zastanawiam się czy prędkość z jaką podłoga zbliża się w kierunku mojej twarzy wystarczy by już mnie nie było. ściemnienie obrazu. w następnym ujęciu w głowie, która wydaje się pęknięta na pół gra golden brown, a mój mózg wycieka wraz z krwią przez nos. ujęcie kolejne - dobijanie się dobrze już pijanej em do łazienki, reszta dźwięków jest jakby wytłumiona. gdzieś ktoś przypadkowo wciska mute. umywalka pełna krwi, a ja śmieję się histerycznie, płacząc jednocześnie, niemal topiąc się w tym. dopiero w tej minucie tego dziwnego filmu mam ochotę na morze wódki. gdzieś zza kadru pada pytanie czy wszystko dobrze? jak ci pomóc? - zróbcie mi drinka. żyję, nic mi nie jest. później fabuła toczy się płynnie, przewijają się twarze, znajome i kompletnie nowe. ścieżka dźwiękowa zmienia się na mniej mi przyjazną, bohaterowie bawią się bardziej, bawią się mocniej, wypijają kolejne butelki wszelkich alkoholi, gdzieś dogasa węgiel w sziszy, ktoś tańczy, ktoś inny na drugim planie się całuje. w powietrzu unosi się papierosowy dym i zapach trawy. w lodówce nad ranem zostają trzy butelki wódki i por. błysk flesza. złamany nos. kolejny błysk. obity kark, kilka siniaków, wielki guz na głowie, które będą o sobie przypominać jeszcze przez jakiś czas. cierpki smak tequili. rozmowy trudne. obraz przeskakuje przed oczami jak stopklatki, mimo, że ból skutecznie utrzymuje mnie w trzeźwości. mocny bass wydobywający się z głośników. ściemnienie. moim urodzinowym prezentem jest wojskowy szpital. nastrój niemożliwy do zidentyfikowania, bohaterka ma wyraźne roztrojenie jaźni, z wyraźnym zaburzeniem afektywnym dwubiegunowym. teraz stwierdzenie chyba upadłaś na głowę nabiera nowego znaczenia.

 

dziwny niepkój czuję po tym seansie.

20:23, delikatnienie.net
Link Komentarze (2) »
czwartek, 13 stycznia 2011

dziękuję.

22:52, delikatnienie.net
Link Dodaj komentarz »

dziś tęsknię za liceum. za urodzinowymi uściskami, piosenkami z dedykacją, za tymi niewymuszonymi życzeniami i torbą cukierków.

 

i will never be a teenager in love again. fuck, i'm old.

 


13:00, delikatnienie.net
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 10 stycznia 2011

taktyka jest taka: nie pchać się przed szereg. nie rzucać studiów, poczekać aż sami wyjebią cię na zbity ryj. i wszystko się ułoży.

13:24, delikatnienie.net
Link Komentarze (1) »

jednego dnia robię z siebie kompletną idiotkę, po to by na drugi dzień trzeźwieć a kolejnego dnia mieć przed czym uciekać. jedziemy z M autostopem, żeby schronić się w mieście, w którym czujemy się bezpiecznie. Mieście, które nieodmiennie przywitało nas deszczem, co naprawdę nie ma najmniejszego znaczenia. Grzejemy zmarznięte dłonie w Czekoladowni. Spacerujemy po mokrych ulicach. Pijemy kawę w Mleczarni delektując się muzyką Sigur Ros majaczącą delikatnie w tle. Herbata za herbatą na ulicy Długiej. Oddech, głęboki oddech. I uśmiech. Mnóstwo radości. Dwie nieprzespane noce, spędzone na wyszukiwaniu magicznych ludzi w sieci. Owocne poszukiwania. Odkrycia, zachwyty. Weekend zamykamy klamrą. naprawdę nie jestem w stanie powiedzieć więcej, niż to, że kocham Wrocław. I że to moje miejsce. Otula, przytula, chroni.

01:42, delikatnienie.net
Link Dodaj komentarz »
sobota, 01 stycznia 2011

najwyraźniej straciłam swoją niewidzialność. bezstronny obserwator wszystkich naszych masówek, spokojnie obserwujący rozwój wydarzeń, z piwem w jednej ręce, aparatem w drugiej, kryjący się za błyskiej flesza, zaczyna zmieniać swoją rolę. dobra pamięć do twarzy i twarz własna, bez znaków szczególnych, nie zapadająca w pamięć. i jakoś to się zmienia i nie wiem czy to zmiany są na dobre, czy też nie.

 

ale sylwester był mocny, i porządnie pożegnaliśmy ten rok razem z tym cholernym grudniem, który tak zalazł za skórę. dużo chaosu, chyba tego dobrego, dużo zdjęć, dużo do opowiadania. obyło się pierwszy chyba raz, bez niepotrzebnych telefonów, esemesów wysyłanych do najmniej odpowiednich osób. to już jakiś postęp em, to postęp.  a teraz nie zwalniać, nie zwalniać!

23:43, delikatnienie.net
Link Dodaj komentarz »