Blog > Komentarze do wpisu

bardzo muzycznie i bardzo smacznie ostatnimi dniami.

w czwartek znów lądujemy na miasteczku studenckim, integrujemy się z aghowcami, płaczemy ze śmiechu i wiatru, pijemy tanie wina.

w piątek w poszukiwaniu wolnego miejsca w jakiejkolwiek z krakowskich knajp po długich poszukiwaniach wpadliśmy na akustyczny koncert the road. zaczarowali coverami hendrixa, eddiego veddera z ulubionego into the wild, i genialnym wonderwall oasis. kilka słów zamienionych z muzykami i już wiem, że znów nie wrócę prędko do domu na weekend, bo przecież mamo, idziemy na koncert, nie wiem kiedy przyjadę.

z muzycznych odkryć jest jeszcze wczorajsze tres.b, supportujące pustki. przeurocza wokalistka, którą miałyśmy ochote z m. uściskać i perkusista, którego wyglądałyśmy później w tłumie.

Jadę tam, gdzie zwykle.
Tramwaj, obłocone drzwi.
Wysiądę, żeby sprawdzić czy
stoisz pod parasolem jak co dzień, gdy mijam cię.
Tym razem spojrzysz na mnie, wiem.

Nie zgubię się w tłumie

 

koncertowa jesień. potrzeba mi tego. bardzo. a dalej ? zamówione bilety na yanna tiersena we wrocławiu i na godspeed you! black emperor w poznaniu. choć to jeszcze sporo czasu, jest radość.

niedziela, 07 listopada 2010, delikatnienie.net

Polecane wpisy

  • odloty. odsłona pierwsza.

    myślałam, że tak strasznie zaboli, kiedy będę musiała się rozstawać z miastem K. a okazuje się, że nagle wszyscy uciekają z tego miasta, z tego kraju. sierpień

Komentarze
Gość: hannah.leah, *.chello.pl
2010/11/07 21:01:13
też mam bilet na godspeed;)
-
Gość: em, *.ghnet.pl
2010/11/07 21:13:29
dzięki Tobie w ogóle dowiedziałam się o tym koncercie;
-
2010/11/07 21:34:49
Powiedzmy sobie zupełnie szczerze i bez najmniejszych ceregieli. Nie mieć biletu na GY!BE kiedy to po siedmiu latach zaczynają swój tour to zbrodnia większa niż to co robiła organizacja GLADIO podczas zimnej wojny. Żeby nie być gołosłownym po prostu powiem, że nie ma drugiego zespołu, który byłby w stanie tak bardzo wyczulić mnie na pewne sprawy.
Gdyby nie Rockets Fall On Rocket Falls nigdy nie zainteresowałbym się Los Alamos w 1945, nie wiedziałbym kto brał udział w dziele kształtowania boga z człowieka.

Gdyby nie Dead Flag Blues nie przekonałbym się nigdy o tym jak wspaniale można opisać świat, który umiera, więc nie sięgnąłbym po sagę Mrocznej Wieży Kinga, która mimo olbrzymiej liczby stron jest jedną z najbardziej satysfakcjonujących rzeczy jakich kiedykolwiek doznałem, a wspomnienie o jej zakończenie jednoznacznie sprawia, że bezsens życia staje mi przed oczami.

Gdyby nie Moya nie zainteresowałbym się tak intensywnie historią Magritte'a, który okazał się być kimś więcej niż tylko artystą. Był szaleńcem. A Moya ze spokojnym budowaniem swojej atmosfery zmusiła mnie do spojrzenia na jego obrazy inaczej. Odkryłem dzięki niej wirtualnie Wrocław, dzięki wspaniałej, polskiej grze Magritte, która właśnie tam się odbywa. Doceniłem swojego ulubionego artystę bardziej, niż byłoby to kiedykolwiek możliwe, tylko dlatego, że była pozbawiona dźwięku, a Moya idealnie nadawała się na wypełnienie ciszy.

Dzięki Blaine Bailey Finnegan III mogłem wyżyć się bez robienia tego naprawdę. Emocje w głosie tego poety wystarczały mi za wszystkie oderwania od rzeczywistości tego świata. Nie musiałem walczyć ze złością. Wystarczył sam dźwięk poparty coraz szybciej recytowanymi słowami wbijającymi się w pamięć jak sokół zdobywający pożywienie dla swoich dzieci. Okrutnie, ale z wielkim pożytkiem dla tego co niezwykle ważne, rodziny. Storm uratowało jedną z moich najcenniejszych przyjaźni. Piosenka, która wybawiała mnie z wszelkich emocjonalnych rozterek za każdym razem gdy tego chciałem. Przeprowadzała w mojej głowie wyimaginowaną dyskusję, która nigdy nie mogłaby mieć miejsca w prawdziwym świecie, a zaraz po tym, zupełnie niespodziewanie potrafiła przywołać mnie do porządku zwykłym komunikatem z supermarketu wypuszczonego pod koniec swojej przygody w moim umyśle.

Providence pokazało mi, że cieszyć się można nawet bez rzeczy, których wcześniej uważało się za te konieczne do przeżycia. Do zwykłej egzystencji. Te trzy minuty ciszy wplecione w utwór, które słuchaczowi uświadamiają, że tak bardzo zżył się z tą muzyką, że słyszy ją nawet wtedy kiedy jej nie ma.
Sleep, który dzierży koronę najlepszej w mojej skromnej opinii piosenki Godspeed You! Black Emperor, jest zupełnym oderwaniem się od świata. Słowa wypowiedziane w tej piosence zapamiętam na długo. Jeśli tylko wszystko dobrze się ułoży to do końca mojego żywota. Proste. Zupełnie normalne. Wyrazy zsumowane w zdania. Zdania połączone w wypowiedź. Bez impaktu można by powiedzieć. Ale mnie rzuciły na kolana. Kojarzą się tak bardzo. Mówią wprost: świat się zmienia, jesteś stary, nie ważne ile masz lat, to wszystko zniknie, pamiętaj o wszystkim co było ważne, pamiętaj o wszystkim, pamiętaj.

Antennas to Heaven... ta piosenka broni się sama, każdy jej moment jest inny, zmienia się. Nie pozostawia za sobą najmniejszego śladu. Nawet tytuł albumu "Lift Your Skinny Fists Like Antennas To Heaven" sprawił, że coś w sobie zmieniłem. Bez słów da się wyrazić znacznie więcej niż z nimi. Jeśli jeden obraz zastępuje tysiąc słów to jedna piosenka GY!BE dla mnie zastępuje całe wieki życia na tym świecie.

I teraz można rozmawiać o tym jak muzyka wpływa na ludzi. Zniszczyli mnie w sposób jaki zalecany jest przez Palahniuka "Nie można samodoskonalić siebie, jeśli uprzednio poprzez destrukcję nie zniszczy się tego co jest w środku. Tylko za pomocą brutalnej siły odkrywamy kim jesteśmy.". I proces trwa. Koncert będzie spełnieniem marzenia. Jak wielu ludzi może o sobie powiedzieć "spełniło się moje marzenie"? Ja nie znam żadnej. A jestem na najlepszej drodze do tego by samemu tego doświadczyć.
-
Gość: hannah.leah, *.chello.pl
2010/11/07 22:33:04
podobne emocje towarzyszyły koncertowi radiohead rok temu.
-
Gość: em, *.ghnet.pl
2010/11/07 23:24:53
uwielbiam takich muzycznych szaleńców ;] do zobaczenia w Poznaniu! a wcześniej zapewne na którymś z krakowskich koncertów ;)